O serwisie | Dołącz do nas | Reklama | Regulamin | Twoja poczta
Strona główna >> Przegląd prasy katolickiej >> Aktualności
Lista Parafii:
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Pychowicach
Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Krakowie Mydlnikach
Parafia Rzymskokatolicka p.w. Św. Brata Alberta w Krakowie
Parafia Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny Kraków - Rżąka
Parafia Świętej Kingi w Krakowie
Galerie - ostatnio dodane:

Ministranci i Scholanki na nartach 2017
Informator:
Msze święte w Kościołach w Krakowie. Godziny odprawiania.
Co potrzebne jest do sakramentu małżeństwa?
Nauki przedmałżeńskie. Wykaz katechez dla narzeczonych oraz nauk przedmałżeńskich
Sakrament chrztu - podstawowe informacje
Jak przebiega sakrament chrztu świętego?
Projekt kościoła - Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Pychowicach w Krakowie
Najlepsze parafie - Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa - Kraków Pychowice
Diecezja krakowska – krótka historia
Filmy - ostatnio dodane:

ŚDM 2016 - młodzież z Syrii

Nastaw budzik na 16.01

2008-03-08 20:34:11 | Autor: Przegląd prasy katolickiej

Kliknij aby powiększyć
Idzie od czternastu miesięcy. W Wenezueli na drogę wypadła mu puma, w Rosji został brutalnie napadnięty. Właśnie maszeruje przez Polskę. Zachodzi po drodze do wszystkich kościołów i prosi: Módlcie się o jedność chrześcijan. Wariat? Szalony pomysł. Wyjeżdżamy w ciemno, by złapać faceta, którego nigdy nie widzieliśmy. Wiemy tylko, że idzie pieszo przez świat i powinien maszerować w okolicach Ożarowa. Nie nosi przy sobie komórki. Mamy jeden pewnik: młody Australijczyk Samuel Clear był kilka dni temu w Białej Podlaskiej i właśnie idzie na zachód. W kierunku Santiago de Compostela. Po półtorej godziny jeżdżenia po okolicach Lublina prawie dajemy za wygraną. Nagle. Jeeeest! Poboczem drogi żwawo maszeruje młody facet w czerwonej kurtce.

Sam na sam
Plecak osłonięty zielonym brezentem. Solidne buty zdarte niemal na łyso. Samuel Clear wyszedł z Australii 14 miesięcy temu. 29-letni inżynier idzie pieszo przez świat, modląc się o jedność chrześcijan. Codziennie maszeruje kilkadziesiąt kilometrów. Schudł już ponad 10 kilo. Po drodze się modli. Lubi odmawiać Różaniec. Śpiewa też pod nosem pieśni wielbienia i piosenki U2, jego ulubionej kapeli. – Jak tu się nie modlić, gdy co chwila mijasz przydrożne kapliczki? – szeroko się uśmiecha. Jego oczy błyszczą. Są jasne i czyste jak jego nazwisko.

Pochodzi z Tasmanii. Jego ojciec jest farmerem. Ma 3000 owiec i 350 krów. Samuel jest katolikiem, działa od lat w australijskim młodzieżowym ruchu misyjnym. Przed trzema laty wpadł na szalony pomysł. Pójdzie pieszo przez świat, 29 tysięcy kilometrów. Będzie zachodził do kościołów różnych wyznań i prosił o modlitwę w intencji jedności chrześcijan. Do wyprawy przygotowywał się rok. Starannie opracował trasę (można ją prześledzić na jego stronie: www.ymt.com.au/walk4one), biegał, sporo pływał. W końcu ruszył.
– W piątek odprawiałem Mszę świętą – opowiada ks. Bogumił Łempkowski z Białej Podlaskiej. – Zauważyłem, że do kościoła wszedł wysoki człowiek w czerwonej kurtce. Rzucił mi się w oczy.
Uśmiechnąłem się do niego, a on odwzajemnił uśmiech. Po Mszy podszedł do mnie i po angielsku powiedział: jestem pielgrzymem z Australii. Pokazał mi pismo od swojego biskupa i poprosił: pomódl się o jedność chrześcijan. Zaprosiłem go na plebanię. Zaczęliśmy gadać. Zachwycił mnie swą opowieścią. – Spotykasz tysiące ludzi, nosisz z sobą jakieś pamiątki? – spytałem. – Tak, jedną – uśmiechnął się. I pokazał mi małego dinozaura, który na szyi ma zawieszony różaniec. Dostał go od malutkiego chłopczyka w Panamie. Nocował w jego domu: u bardzo ubogiej rodziny, która przyjęła go z ogromną serdecznością. – Dinozaur będzie cię pilnował po drodze – zawołał chłopczyk. – Dałem Samowi koszulkę z napisem „Wypłyń na głębię” – opowiada ks. Bogumił. – Bardzo do ciebie pasuje – powiedziałem mu na drogę. – Podziękował i ruszył dalej. I tyle go widziałem. Od kilku dni opowiadam o nim na lekcjach religii. I coraz częściej modlę się o jedność chrześcijan. Idzie od czternastu miesięcy. W Wenezueli na drogę wypadła mu puma, w Rosji został brutalnie napadnięty. Właśnie maszeruje przez Polskę. Zachodzi po drodze do wszystkich kościołów i prosi: Módlcie się o jedność chrześcijan. Wariat? Złamany kij i pożeracz śniegu
Ten dyndający na plecaku pluszowy dinozaur widział już niejedno. Przed tygodniem szedł po zmrożonych szerokich drogach Białorusi, przed miesiącem podróżował po Rosji. – Byłem na drodze sam, gdy nagle podeszło do mnie dwóch pijanych facetów. Śmierdzieli wódką. Złapali mnie za fraki i zaczęli szarpać. Złamali nawet kijek trekkingowy. Cudem wyrwałem się i zdążyłem uciec – opowiada Sam. – W Wenezueli na drogę wyskoczyła z krzaków puma. Stanęła naprzeciw mnie i wyszczerzyła zęby. Zamarłem, w momencie oblał mnie zimny pot. „Uciekaj” – zdążyłem krzyknąć, a ona… posłusznie zawróciła.

Na Kostaryce drogę Samuelowi zastąpiło kilku facetów z nożami. Przystawili mu kosę do brzucha i wyrwali plecak. I nagle nie wiadomo skąd na drodze pojawiły się cztery radiowozy policyjne i dwa motocykle. Sam odzyskał plecak. Inny przypadek niespodziewanej interwencji? Na zachodzie Stanów Zjednoczonych zmordowany Sam brnął przez wysokie śniegi. Miał do przejścia jeszcze 150 kilometrów. Wokół dzicz, ani jednego człowieka. Głęboki śnieg i trzaskający mróz. Samuel zaczął się gorąco modlić. Kładł się spać w swym małym namiocie, a w jego głowie kołatała jedna myśl: Trust! Zaufaj. W nocy zaczął dąć ciepły, suchy i porywisty wiatr. Miejscowi Indianie nazywają go „Chinook”, czyli… pożeracz śniegu. Temperatura wzrosła o kilkanaście stopni Celsjusza, a śnieg stopniał. Sam ruszył przed siebie.

16.01
– Panie, a może jest jakaś konkretna godzina, o której mam się modlić? – pytał Sam w czasie Różańca. I wtedy w jego głowie pojawiła się natarczywa myśl: 16.01. – Boże, przecież to głupie. Dlaczego właśnie minuta po czwartej? – pytał chłopak, ale na wszelki wypadek właśnie o tej godzinie zaczął się modlić. Po kilku dniach stuknął się w czoło. Przecież 4.01 to w angielskim four one, co do złudzenia przypomina słowa: for one, czyli dla jedności.

Samuel wraca do Australii latem, by zdążyć na Światowe Dni Młodzieży. Wcześniej w Rzymie chce spotkać się z kard. Walterem Kasperem, a jeśli się uda, to i z samym Papieżem. A po powrocie do Tasmanii? Napisze książkę i będzie bardzo, bardzo długo spał. Ale jeszcze troszeczkę poczeka. Maszeruje właśnie po szosach Małopolski. Do hiszpańskiego sanktuarium zdąży zmówić jeszcze tysiące Różańców. I zedrzeć swoje buty na łyso.
Marcin Jakimowicz

Gość Niedzielny

artykuł z numeru 09/2008


extrema © 2007-2010
fotografia ślubna, wizytówki, zaproszenia ślubne, pieczątki, fotoksiążki, fotoalbumy, nadruki, gadżety